Grecko-polski net   
  gr-pl.net                               WIADOMOSCI - INFORMACJE - POLONIA GRECKA       
                                                          
Autor: Janina M. (Jeta)          

Home ] Up ] Ludziom wystarczy szarosc... ] Wspolczesna diaspora polska ] Polacy w Grecji ] Rady i wskazowki ] SARAKOSTI ] Wielkanoc w Grecji ] Pascha na Eginie ] Marszalkowska-Ermu ] Slowa klucze ] Od rzeczy do rzeczy ] [ Filozofia od kuchni ] Viva El Greco! ] Zaciagnac osla przed oltarz ] Rodos ] Kawalerowie Rodyjscy ] Tlepolemos i H. Dendritis ] Oblubienica Heliosa ] Achaja ] Narodziny Bizancjum ] Pokonujac mosty ] Chios - Mesta ] Kreta - Heraklion ] Nigdy dokladnie nie ... ] Rodacy z Lamii ] Polscy jezuici w Atenach ] Polski biznes w Atenach ] Malarstwo z zycia... ] Polscy tworcy z Aten ] Budowanie przyjazni ] Santorini - Szkola Polska ] CEZiA ] Polka w Atenach ] Polacy z Chanii ] List gr. anarchisty ] Rozruchy w Grecji ] Uklad Schengen ] Polonia grecka ] Ciekawe linki ] H paramonh twn Xristougennwn ] Kryzysowe klopoty Grecji ] Do czego zmierza Grecja? ] Πού οδεύει η Ελλάδα; ]

 

Program TV NET
o polskich emigrantach
(wideo)
>>

Artykuły i opinie:
Do czego zmierza Grecja?
>>
Πού οδεύει η Ελλάδα; >>


Koncerty:

informacje >>
zdj. i wideo
>>
kompozytorzy,
wykonawcy
>>

Wystawy>>

Teatr:
informacje
>>

zdj. i wideo >> 

j0289897.jpg (24450 bytes)Wykłady>>


Radio i 
telewizja>>

  Mapa strony >>

              

 
              
                                                            
"Filozofia od kuchni"

         Jutro, a w zasadzie już dziś, jako że wskazówki zegara przekroczyły północ, wydaję na moim nowym tarasie pierwszą kolację. Nie lada wyzwanie, skoro goście w moim salonie zwykli delektować się filozoficzną dysputą, przegryzając ją kuchnią śródziemnomorską z dość rzadkimi, choć udanymi środkowoeuropejskimi akcentami. Jednak nowe miejsce i nowi goście – to nowe i nie byle jakie wyzwanie. Spodziewam się grecko- włoskiej pary z Londynu, więc zaparzyłam sobie polskich ziółek i stresuję się menu. Kurczak z cytryną i zapiekanymi ziemniakami? Makaron kritharakia z sezonowymi warzywami? Węgierski gulasz? Leczo z kabaczka? Ryż z łososiem? Minestrone? O winie wolę nie wspominać! A może filiżanka herbaty? No i nie wiem, czy mam w nowym domu obrus! Zgroza i słodka udręka zarazem! Ci, którzy mnie znają, nie śmią jednak pytać, po co to wszystko – wiedzą, że kocham filozofię od kuchni J . Wspólny posiłek – starożytny grecki sympozjon – tworzy zalążek życia towarzyskiego i atmosferę sprzyjającą dysputom wszelkiej maści. Stół pełen domowych smakołyków stanowi też mój protest w zabieganym świecie, gdzie trudno znaleźć czas na rozmowę i receptę na wspólne spędzanie czasu. Tak jak na uniwersyteckich wykładach z filozofii zabrakło czasu na dysputę,
na filozofię od kuchni!
W czasie swoich podróży, bliskich i dalekich, odkryłam, że otaczają mnie domorośli filozofowie, samozwańczy psycholodzy, niespełnieni literaci, amatorzy antropolodzy i wakacyjni etnografowie oraz inne osobliwości wszelkiej maści, którym nie po drodze do londyńskiego Hyde Parku.
Do tego odezwała się we mnie kulinarno-opiekuńcza dusza, która przed paru laty we wtorkowy wieczór zebrała germanistę, dziennikarza, ekonomistę, antropologa i sama już nie pamiętam kogo. Pod pretekstem lepienia pierogów, nadziewania papryk i rolowania bakłażanów, w moim „salonie” na kocu w kratkę każdy mógł wystąpić
na dowolny temat. Pewien dyplomata, mieszając drewnianą łyżką zupę, deliberował nad wynikiem wyborów, nie zgadzając się z psychologiem, który podłączał dodatkowy dysk w moim komputerze. Miałam w
tedy wenę i na 21 metrach kwadratowych zgromadziłam dziesięć osób płci obu, zawodów różnych, opcji politycznych niezgodnych, trzech pokoleń, narodowości kilku. Puenta – sto talerzy do umycia i kolekcja win wytrawnych otwartych z pomocą młotka i gwoździa – nie mogłam znaleźć korkociągu. Z innych problemów technicznych – zabrakło nam krzeseł, więc student biologii siedział na stosie poduszek na podłodze, pani z biura polowań na stołku do łowienia ryb, który przyniosła ze sobą,
a ja gdzieś pomiędzy inżynierem
budowlanym, kuchnią i dyplomatą. Wynieśli się przed północą, by powrócić nazajutrz – niby do pomocy, a tak na serio – sprawdzić, co zostało w lodówce i omówić wyniki wyborów oraz zapytać mnie o bitwę pod Grunwaldem. Ze ścierką w ręku wyjaśniłam kwestie unii
polsko-litewskiej i padłam w objęcia Morfeusza, mówiąc „nigdy więcej” (czytaj: do następnego razu).
Nie minął nawet tydzień, jak wesołe towarzystwo spod znaku Dionizosa, przybyło chwalić dziewięć Muz Parnasu.
I tak od lat ośmiu bez mała żywię przedstawic
ieli współczesnej filozofii, na co dzień ciężko pracujących
w zawodach różnych. Obecnie klub zmienił siedzibę – z ósmego piętra na Woli przeniósł się na taras w cień cytryny limonki zaledwie 3 stacje od Akropolu. Jutro czeka mnie inauguracja Klubu Filozofi
i Kuchennej
i stresuję się, co podać grecko-włoskiej parze, bo czy mogę stawać w konkury z włoską mammą i będąc barbarzyńcą w ojczyźnie filozofii, filozofować nad lampką wina pod limonką? Jest też gotowa lista na przyszłe spotkania – inżynier okrętowy, wizażystka, redaktor naczelny, urzędnik państwowy, wdowa
z pierwszego piętra, nauczycielka zza rogu, malarka, fotograf, prawnik, tancerz, przyszła mama i inni.
Lista nie jest zamknięta, a menu wymaga przemyśleń. Pomyślę przy śniadaniu – dobranoc!

Barbara Dalecka
>>
                                                                                   >>do góry       >>artykuły i opinie       >>home
 

 





Site MAP
>>

ERASMUS
Pireus 2011>>

Aktualnie zapowiedziane strajki >>

                                                                                              Designed & Copyright (Text, Photos, Videos, Slides) © by Janina M. (Jeta), 2006    Kontakt >> 

                                                                         Program FrontPage. Wyszukiwarka Microsoft Explorer, Mozilla Firefox i Google Chrome - rozdzielczość 1280x1024